Z każdym dniem nabieram większej świadomości jak moje życie staje się ograniczone przez sytuacje które sama tworzę. To nie to co mam, staje się ograniczeniem, ale to co mogę mieć, ale nie mam siły aby po to sięgnąć. Cały paradoks tego zachowania wynika z negacji przyszłych osiągnięć. Tak, jakbym wiedziała co przyniesie przyszłość. Przecież nie wiem a boję się powiedzieć sobie stanowczo jedno proste zdanie: "wszystko co nieosiągnięte i nigdy niedostrzeżone nie istnieje - po co więc myśleć o tym co nigdy nie zaistnieje". A ja myślę, zadręczam się, wobec sobie samej artylerie wytaczam, strzelam i sama się ranię. Po co? Jeżeli czegoś nie zrobię, nie zaistnieje, więc z jakiego prawa dana mi jest kara za coś co stać się nigdy nie miało czasu i chęci? Jeżeli więc nie ma czegoś za co karać się powinno, niech znajdzie się coś co nagrodą powinno się ziścić. Niech więc to będzie ten cel i sytuacje odbyte z których chętnie korzystam. Niech więc to one będą mą nagrodą i radością. A to czego mieć nie będę a to nie będzie miało mnie, niech w czeluść przepadnie. I niech już mnie nie goni po wszelakich zakątkach świadomości, bo po coż by miało. Rękę swą niezdarną wystawię, opatrzę jabłko z drzewa poznania wzrokiem i umysłem i wtedy zadam sobie pytanie: czy warto było przez ten cały czas negować Twą podróż do mnie i Twe istnienie?
skomentuj (0)Czarne barwy zalewają moje wnętrze...co chwilę się wynurzam i próbuję złapać oddech ale ropa sama we mnie wchodzi i znow zaslania mi wrzechswiat... zamiast taplac sie w bogactwie i podziwiac piekne relikty udawanej dostojnosci i przyszlego luksusu, probuje jak najszybciej uciec, zostawic tak porzadana w tym swiecie czern... chce moje swiatlo, cale to piekno, ktore na mnie skapywalo kazdego dnia...a to cos wlewa mi sie powoli do uszu, nosa, serca...powoli zaczynam tym oddychac... Jedyna obrona jakie moje cialo moze podjac bez wspolpracy z psychika jest placz. Tak dawno nie plakalam...myslalam, ze nie umiem. Z czasem widze, ze nie mialam powodow. Zaczynam sie dusic. A najbardziej boje sie tego, ze zaczne emanowac czernia... i strace to co najwazniejsze... milosc do samej siebie. Wtedy nie zdolam sie wydostac. Chce sie wydostac. Nasze drogi sie rozchodza a ja po prostu chce biec, mimo iz nie moge...
skomentuj (0)