Czarne barwy zalewają moje wnętrze...co chwilę się wynurzam i próbuję złapać oddech ale ropa sama we mnie wchodzi i znow zaslania mi wrzechswiat... zamiast taplac sie w bogactwie i podziwiac piekne relikty udawanej dostojnosci i przyszlego luksusu, probuje jak najszybciej uciec, zostawic tak porzadana w tym swiecie czern... chce moje swiatlo, cale to piekno, ktore na mnie skapywalo kazdego dnia...a to cos wlewa mi sie powoli do uszu, nosa, serca...powoli zaczynam tym oddychac... Jedyna obrona jakie moje cialo moze podjac bez wspolpracy z psychika jest placz. Tak dawno nie plakalam...myslalam, ze nie umiem. Z czasem widze, ze nie mialam powodow. Zaczynam sie dusic. A najbardziej boje sie tego, ze zaczne emanowac czernia... i strace to co najwazniejsze... milosc do samej siebie. Wtedy nie zdolam sie wydostac. Chce sie wydostac. Nasze drogi sie rozchodza a ja po prostu chce biec, mimo iz nie moge...
skomentuj (0)