cx

2011-10-18 00:01:37

Z każdym dniem nabieram większej świadomości jak moje życie staje się ograniczone przez sytuacje które sama tworzę. To nie to co mam, staje się ograniczeniem, ale to co mogę mieć, ale nie mam siły aby po to sięgnąć. Cały paradoks tego zachowania wynika z negacji przyszłych osiągnięć. Tak, jakbym wiedziała co przyniesie przyszłość. Przecież nie wiem a boję się powiedzieć sobie stanowczo jedno proste zdanie: "wszystko co nieosiągnięte i nigdy niedostrzeżone nie istnieje - po co więc myśleć o tym co nigdy nie zaistnieje". A ja myślę, zadręczam się, wobec sobie samej artylerie wytaczam, strzelam i sama się ranię. Po co? Jeżeli czegoś nie zrobię, nie zaistnieje, więc z jakiego prawa dana mi jest kara za coś co stać się nigdy nie miało czasu i chęci? Jeżeli więc nie ma czegoś za co karać się powinno, niech znajdzie się coś co nagrodą powinno się ziścić. Niech więc to będzie ten cel i sytuacje odbyte z których chętnie korzystam. Niech więc to one będą mą nagrodą i radością. A to czego mieć nie będę a to nie będzie miało mnie, niech w czeluść przepadnie. I niech już mnie nie goni po wszelakich zakątkach świadomości, bo po coż by miało. Rękę swą niezdarną wystawię, opatrzę jabłko z drzewa poznania wzrokiem i umysłem i wtedy zadam sobie pytanie: czy warto było przez ten cały czas negować Twą podróż do mnie i Twe istnienie? 

skomentuj (0)
Strona główna